Byłoby oczywiście nieporozumieniem, gdybyśmy podjęli próbę namówienia kogokolwiek z tej publiczności do zamiany miejsca koło ringu na miejsce w filharmonii podczas koncertu szopenowskiego, bo to nie ten klimat i nie ten rejestr potrzeb. Jednak doświadczenie uczy, że każdą „odmianę publiczności” można sobie wychować na mniej lub bardziej przyzwoitą, a pierwszą pomocą w tej kwestii bywają zawsze reguły gry. Stąd też inaczej są wyrażane emocje na meczu siatkówki, inaczej podczas nielegalnej walki psów, jeszcze inaczej podczas legalnego dobijania leżącego zawodnika na ringu.

W każdym człowieku, obok tak chętnie pokazywanej pozytywnej strony charakteru, tkwią ciemne i raczej „wstydliwe” instynkty, które w warunkach życia codziennego podlegają stałej kontroli rozumu, ale w sytuacji wymuszonej instynktem (na przykład pod presją ataku agresji, alkoholu czy narkotyku) wychodzi na wierzch wiele spraw, do których raczej niechętnie się przyznajemy. W formie alegorii ujął to najlepiej angielski pisarz Louis Steven-son, autor opowieści pt. „Doktor Jekyll i mister Hyde”.

Jakie emocje mogą towarzyszyć biciu zawodnika leżącego na ringu w sytuacji, gdy propagatorzy takich walk usiłują przekonywać bliźnich, że to też jest sport?

Co ciekawe, w historii pojedynków od początku świata, przynajmniej tych, które znamy z przekazów pisemnych, nigdy nie czytało się o biciu leżącego. Zwykle bywało tak, że zawodnik, który akurat uzyskał przewagę, wytrącił broń przeciwnikowi i powalił go, pozwalał mu wstać, sięgnąć po broń jeszcze raz i walczyć od nowa. Jeszcze kilkanaście lat temu (bo dziś zaraza dotknęła już niemal każdej dziedziny życia) podobne reguły obowiązywały nawet w środowisku „gitowców”, o czym też warto pamiętać.

Obserwując przyrodę, nie sposób nie zauważyć, że nawet duży pies nie gryzie małego, jeżeli ten położy się przed nim. Natomiast duży silny człowiek nie ma najmniejszych oporów, aby walić w głowę leżącego przeciwnika, bo tak został zaprogramowany przez regulamin zawodów. Co najdziwniejsze, ci sami zawodnicy wywodzą się przecież z dyscyplin, w których nie ma mowy o uderzaniu, dopóki wytrącony z równowagi przeciwnik nie stanie na równe nogi. Owszem, rzecz nie dotyczy dźwigni i duszenia, bo są to elementy stosowane również podczas walki klasycznej w parterze, ale jednak trudno przyrównywać moralną wymowę bicia w pozycji leżącej do całej gamy chwytów.

 

Szkołą psychopatów – czyli dobijanie leżącego cz.3

Facebook Comments
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Dla aktywnych

1 komentarz

  1. […] 1 minutę temu Szkołą psychopatów – czyli dobijanie leżącego cz.2 […]

Dodaj komentarz

Sprawdź też

Żelazo o dobrym smaku

Żelazo o dobrym smaku Objawy niedoboru żelaza można niestety bardzo łatwo zaobserwować. Ja…